Bywa, że spada korona z głowy. Ale wcale nie musi to być dotkliwe. Ja swoją zrzucam z upodobaniem. Pozornie - odnosząc tę metaforę do ludzi - najfajniejsze relacje miewa się z tymi najbardziej prostymi istnieniami. A ci co czują się powołani do celów wyższych - to zdecydowanie częściej zadufane w sobie melepety.
A korona - nowy ulubiony gadżet to prezent z okazji mojego ostatniego święta. Trafiony! ;o)