czwartek, czerwca 11, 2009
niedziela, maja 17, 2009
Zmiana mola
Syciłam się tym spacerem, napawałam się wrażeniami. A kiedy dotarłam do samego końca zauważyłam na lampie ogłoszenie... Nie każdy odwiedza to miejsce z moimi intencjami. Ona pewnie tu bywała i mam nadzieję, że jeszcze nie raz wróci.
wtorek, maja 12, 2009
1. Coś o kobietach. 2. Coś o mężczyznach.
Na szczęście tylko czasem.
2. "Wiesz jak najtrafniej ocenić mężczyznę? Wyłącz fonię i zobacz co zostanie."
Na nieszczęście często za mało. Bywa, że nic.
Jestem wdzięczna przyjaciołom za takie "trafności" ocen.
czwartek, maja 07, 2009
Wielokropki
Jestem piegusem. Dotkliwiej przypominam sobie o tym każdej wiosny i lata. W tym roku słońce mi nie szczędzi i obficie plami moje policzki i ramiona. Przyznam, że dawniej nienawidziłam tej biedronkowej natury, z czasem oswoiłam się, a nawet polubiłam. I zawsze było i jest tak, że inni lubią to we mnie bardziej niż ja sama...
niedziela, maja 03, 2009
Majówka
Za opasłe tomiska, żeby dopakowywać je do bagażu,
Za dobre wino, żeby pić je prosto z butelki,
Za wczesna pora, żeby je odkorkowywać,
Za mało snu jak na intensywność zabawy,
Za duża utrata poczucia czasu jak na moje uwielbienie zegarków,
Za zimne noce na włóczenie się po zamglonym pomoście,
Za mało spadających gwiazd jak na miliony marzeń,
A jednak wszystko to miało miejsce poza czasem schematami regułami nawykami powinnościami zdrowym rozsądkiem i uwielbiam być tak poza.
Znów bezgranicznie szczęśliwa...
niedziela, kwietnia 26, 2009
Czytadła
Gdy zbliżam się ku końcowi książki to dopada mnie moment smutku za nią. Najpierw szaleńczo pędzę przez Jej kartki, a potem nagle uświadamiam sobie, że do końca zostało zaledwie kilka, kilkanaście stron. I… już mi jej brak. Zarazem szukam w myślach i w biblioteczce jej następczyni.
Za bliską mi osobą wybieram książki w twardych okładkach. Dzielniej znoszą to jak je traktuję. Że wysypiam się na nich naprzemiennie z moimi kotami, że wsuwam je pod poduszkę. Że leżakują na oparciu wanny. Że uraczam je lekkim tuszem spłukując siebie. Że współmieszkają w mojej torebce z tysiącem innych bibelotów. Że służą za podstawkę dla filiżanki kawy. I bywa, że ta ostatnia zostawia po sobie okrągłą pieczątkę.
Nauczyłam się zabierać je ze sobą wszędzie. W ten sposób nigdy nie marnuję czasu. Nie straszna mi żadna kolejka ani najdłuższa podróż pociągiem ani czekanie na spóźnionego przyjaciela. I cudowne poczucie, że mogę w każdej chwili schować się w magicznym świecie książki...
Wciąż mam ich za mało. Ale kupowanie ich sprawia mi niebywałą przyjemność. Więc ostatnio ponownie się uszczęśliwiłam…
Złodziejka książek Markus Zusak
Ludzie z Wysp Gilbert Elizabeth
Mistrz i Małgorzata Michaił Bułchakow
Miasto Ślepców Jose Saramago
Kiedy byłem dziełem sztuki Eric-Emmanuel Schmitt
Tysiąc Wspaniałych Słońc Khaled Hosseini
Mniam...
niedziela, kwietnia 12, 2009
Lubię święta!
Spożywcze zakupy świąteczne:
Jack Daniels,
Martini Bianco,
jajka od szczęśliwych kur...
No żeby nie było tak niezdrowo to jeszcze:
sok ananasowy,
sok ananasowy,
sok ananasowy,
sok pomarańczowy,
jogurt poziomkowy,
jogurt poziomkowy.
I dużo dużo dużo joggingu w tak zwanym międzyczasie.
I nie mniej tańca...
No cóż - gwarancja wesołych ;o)
piątek, kwietnia 03, 2009
Drunk english..
Just typical unusal evening,
maybe night,
maybe also morning...
Whole weekend?
"Love in the Time of Cholera",
rose wine,
glass,
second glass,
third,
maybe bottle...
S. on line,
her understanding...
Melancholy,
tender thoughts,
dreams,
desires,
magic...
Fucking oversensivity.Folling drunken stars
...
niedziela, marca 29, 2009
Czasem uciekam
Zaczęła się już po północy nocnymi SMSami od zatroskanego przyjaciela.
Na śniadanie jajecznica z jaj od szczęśliwych kur (innych nie kupuję choćby miały być 10 razy tańsze). Potem aromatyczna kawa, a do niej ulubione lody o smaku cafe latte.
W tle Diana Krall, że jest wonderful - ma rację.
Kąpiel w środku dnia, no i rzecz jasna zaczytanie. Znów zamoczyłam książkę w wannie, rozmyłam kilka słów w liście, którego jeszcze nie wiem gdzie wysłać...
Smakuję wino z nutą poziomkową, a po nim lepiej udają się spontaniczne powtórki salsowych figur.
Sjesta sypialniana z notebookiem i filmem "Czekolada", do którego chętnie wracam. I z malowaniem paznokci stóp na jagodowy kolor. Lekka kolacja. Okruchy, okruchy... No i oczywiście wylałam wino w łóżku! Jak dobrze, że białe... Zdrzemnąć się? Nie, utonę sobie w ukochanym "Zwierciadle" i znów czegoś się nauczę, coś zrozumiem. I przeczytam też zacytowane przez pisarkę Elizabeth Gilbert słowa Leonarda Cohena:
"W każdej rzeczy jest jakieś pęknięcie. To właśnie tędy przedostaje się światło".
Zatem uwielbiam tak uciekać przed całym światem. Nie odbierać, nie odpisywać, schować się, zapomnieć. I przepraszam wszystkich tych, którzy tego ode mnie kiedyś doświadczali i tych, którzy wciąż doświadczają. To bywa silniejsze.
Jeszcze nie wracam...
A moje myśli postanowiły dziś uciekać niezależnie ode mnie. A może jak najbardziej w zgodzie ze mną. Do znanego-nieznanego.
P.S. Kochana S., dziękuję Ci, że jesteś, za to, że mi się w życiu przydarzasz i za to co do mnie piszesz, nawet jak Ci szczędzę odzewu...
poniedziałek, marca 23, 2009
niedziela, marca 15, 2009
Sopockie rozstania
Jak to szybko zleciało. Pół roku, aż tu nagle brzdęk kieliszków od szampana i świętujemy odbiór dyplomów. Przyzwyczaiłam się bywać w Sopocie regularnie, więc zawczasu znalazłam kolejne studia podyplomowe. Dziś na dworcu poczułam smutek pożegnania. A z drugiej strony przecież wiem, że to tylko na jakiś czas. Wiem, że tu wrócę i to jest pewne. Na Osiecką, na molo, no nocne kluczenie uliczkami, na fotografowanie chwil, na przywoływanie dobrych wspomnień, na prowokowanie nowych jeszcze piękniejszych...
Zauważam u siebie, co jest podobno rzadkością, że z wiekiem przybywa mi wartościowych ludzi. Sopot dał mi ostatnio K. Zauroczyła mnie. Niby czas bezlitośnie rozprawia się z "przyjaźniami", weryfikuje je negatywnie i w miarę jego upływu są one regularnie odcedzane aż zostają te prawdziwe. Tak, tego też doświadczam, ale zarazem pojawiają się w moim życiu nowi pretendenci, i to całkiem często. Myślę, że jestem szczęściarą, bo teraz nastała taka epoka, że coraz mniej czekolady w czekoladzie, mięsa w mięsie, człowieka w człowieku. Zatem tak silnie potrzebuję poczucia, że jeszcze będzie pięknie.
niedziela, lutego 22, 2009
Na dzisiejszą okazję i bez okazji
Zatęskniło mi się za ciepłymi krajami, za gajami oliwnymi, za ciepłymi nocami, za odurzającym zapachem wieczoru, za smakiem oliwek, za ukochanym włoskim winem Dievole, za wonią oliwy, za chrupiącymi ciabatami. Niesamowicie uwodzi mnie kuchnia śródziemnomorska, klimat, styl życia, estetyka...
Zatem każde święto, też jak dziś, a także totalny brak okazji, celebruję ostatnio jednakowoż. Zatem świętuję!
No i dziś okazja jest podwójna, bo jeszcze egzamin zdany na 5 :o)
sobota, lutego 14, 2009
A jednak
niedziela, lutego 08, 2009
Skrzynka nie żyje
niedziela, lutego 01, 2009
Drzewko szczęścia
Ktoś w moim mieście wpadł kiedyś na ciekawy pomysł dekoracji zimowych i zaczął ubierać drzewa ... Przyznam, że robi to powalające wrażenie. Teraz oswoiliśmy się z tym widokiem, ale na początku tłumy ludzi zatrzymywały się, żeby go podziwiać. No i niestety jak co roku dekoracje zostały już zdjęte, ale udało mi się choć jedno takie zawczasu sfotografować. Te drzewa to jest coś co osładza trudy zimy. To zawsze mi przypomina, że każdy stan, pora roku, sytuacja ma swoje plusy i minusy. Człowiek ma tendencje do permanentnego niezadowolenia. Tymczasem w każdej chwili należy szukać pozytywów i z nich czerpać...
Ja w ogóle mam szczególny sentyment do drzew, dobrze się do nich czasem przytulić i pogadać, pospacerować pomiędzy, usiąść w cieniu... Kiedyś z tych drzew zleźliśmy, ale przy okazji niestety o nich zapomnieliśmy.
czwartek, stycznia 15, 2009
Kawa
Jestem kawoszem i wynika to z miliona powodów. Ograniczę się do kilku. Uwielbiam celebrować małe rzeczy, wyrwać się z pędu dnia na małą aromatyczną filiżankę.
Z upodobaniem wracam do ukochanej kawiarenki gdzie cudne dziewczęta za barkiem zawsze wiedzą co mi podać.
Jestem uzależniona od przyprawiania. Cynamonem, kardamonem, goździkami i kawę również tym zabiegom poddaję.
Mała czarna (kawa) jest równie zawsze trafiona jak inna słynna mała czarna (sukienka).
Mam predyspozycje zdrowotne i zalecenia lekarskie, że muszę pić!
A przede wszystkim z moimi bliskimi spotykam się w obłokach zapachu kawy, rozmawiam i słucham ich otulając dłońmi filiżankę.
A do tego wszystkiego zachwycam się prawie każdą bez wybrzydzania, a sama parzę... paskudną :o)
PS. A taką kawę serwowali nad brazylijska laguną...
.jpg)