poniedziałek, listopada 19, 2007

Tytuł nie wiem, bo zdjęcie ma złożone przesłanie...

Bo, że sztuczna murawa i wygrany mecz z Belgią (aczkolwiek w innym obuwiu) to oczywiste...
Ale bardziej zmierzam do tego, że macham stópką z niecierpliwością, bo czekam na Ciebie cały czas. Jestem Czekaniem.

czwartek, listopada 01, 2007

Jadzia

Zwracam się z serdeczną prośbą o adopcję cudownej bezdomnej kotki. Jadzia znalazła mnie 7 października i od tego czasu pomieszkuje w mojej piwnicy. Nie mogłam Jej zabrać do domu, ponieważ mam już dwa kocięta, które nie akceptują nawet Jej zapachu, który przynoszę do domu. Jadzia też najprawdopodobniej była kotką domową, ale z jakiś przyczyn straciła swój domek. Bidulka nie radziła sobie w dzikim kocim świecie i bardzo dał się Jej we znaki. Zmizerniała, zachorowała na oczka, które już na zawsze pozostaną takie wyjątkowe. Ma leciutko pokąsane uszka i blizny, które już zarastają zdrowym nowym futerkiem, a także powybijane kiełki, które na szczęście nie powodują żadnego dyskomfortu. Do tego ma spory brzuszek, ale to prawdopodobnie dlatego, że bardzo źle sie odżywiała i z czasem powinno się to unormować. Ma słabszy wzrok od innych kotków i być może nie mogła zdobyć jedzenia. Ale Jadzia otoczona opieką - pięknieje! Jadzia kocha ludzi, od pierwszego wejrzenia łasiła się ufnie. Najchętniej od razu pcha się na kolana, więc miałam ogromny problem ze zrobieniem Jej zdjęć. Do tego Jadzia mruczy zawodowo - każdy kto słyszał - potwierdzi. Jest bardzo grzeczna u weterynarza i dzielnie znosi wszystkie zabiegi, a musiała przejść ich sporo.
Jadzia jest kotkiem czyściutkim, załatwia się do kuwety, a do tego nie broi i nie psoci. Mało się bawi, bo woli w tym czasie się poprzytulać.
Ma około 5/6 lat. W trakcie leczenia została wysterylizowana.
Jadzia bardzo docenia każdy ludzki gest i odwzajemnia uczucia, jakimi się Ją darzy.
Miała sporo przejść w swoim kocim życiu. Potrzebuje spokojnego domku, wydaje mi sie, że najlepiej bez innych zwierząt. Na pewno bardzo uszczęśliwi przyszłego właściciela.
Bo Jadzia jest pociechą jakich mało!

poniedziałek, października 29, 2007

Bądźmy dziecinni


Zawsze podkreślałam, że trzeba pielęgnować w sobie dziecko. Zatrzymać je na zawsze. Dzieci są bliżej Boga. Ufają jakby nigdy nie były skrzywdzone, kochają jakby nigdy nikogo ani niczego nie straciły, walczą jakby nigdy nie przegrały, wierzą jakby nigdy nie przestały wierzyć... Chyba my możemy więcej się od nich nauczyć niż odwrotnie.

piątek, października 12, 2007

czwartek, października 11, 2007

piątek, października 05, 2007

Szszszszszszszszszszsz...

Wiatr jest dowodem na to, że trzeba uwierzyć nawet w coś czego nie widać. I do tego jaką ma siłę sprawczą... Zagwiżdże, włosy potarga, książkę przekartkuje, łzy z oczu wyciśnie... Nauczy latać liście, zatrzaśnie za sobą drzwi, wyrzuci bursztyn na brzeg... Nawet do życie powołuje - roślinki i wiatraki...
Ktoś mnie kiedyś nauczył lubić wiatr i za to mu jestem wdzięczna.

czwartek, września 27, 2007

Od kawy do mgły...


Rano zawirował w słoiku pył kawy. Zatańczył rytualnie, zaczarował mnie i w jednej chwili odnalazłam w sobie nastrój minionych dni, wtedy kiedy patrzę sobie na świat unosząc sie nad ziemią, a jednak widzę więcej wyraźniej i mocniej...
Wyjrzałam przez okno, a cały świat było spowity w gęstej mgle. I nie była ona ciemna mroczna i nieprzyjemna. Przeciwnie - wydawała się mleczna i puszysta. Przypominała watę cukrową, którą uwielbiam po dziś dzień, udekorowaną koralikami. To lampy nabrały w tej scenerii swoistego uroku, a mgła zretuszowała ich długie nogi. Taki sobie normalny zwykły bajkowy świat.
No więc właśnie piją drugą kawę, a za oknem świeci słońce i od paru dni czuję wiosnę w powietrzu i niech tak pozostanie...

piątek, września 21, 2007

Kto mnie pojmie?

Ktoś mi kiedyś powiedział: Wiem, że Ty byś mnie zrozumiała, nawet pomimo tego, że sam siebie nie rozumiem... Bardzo mi te słowa utkwiły w pamięci. Wczoraj znów lewitowałam na orbicie, w moim stanie nadświadomości. I zrozumiałam, przy całym swoim pokręceniu, odmienności, przy swoich bliznach i piętnach, jak bardzo potrzebuję, żeby ktoś właśnie tak mnie pojął. Tego szukam. To znalazłam...?

czwartek, września 20, 2007

Igiełki, szpileczki...

Czasem się głowię dlaczego ludzie robią sobie świadomie przykrości, dlaczego wbijają sobie szpileczki? I czemu, wbrew logice, często najłatwiej jest odreagować, a przy tym skrzywdzić kogoś najbliższego?
Przecież szpileczki najlepiej wyglądają na choinkach albo przy kobiecych pantoflach... A igiełki powinny służyć tylko do przyszywania guzików komuś kogo się...

poniedziałek, września 10, 2007

Pachnące wspomnienie

W niedzielę szykowałyśmy wystawne śniadanie. Oderwałam szypułki od pomidorów i powąchałam je. Lubie zapachy a ten mnie oszołomił. Przywiódł mi wspomnienie dusznego ciężkiego powietrza szklarni z pomidorami. Powietrza nabrzmiałego od zapachu pękatych owoców. Jej, jakie odległe wspomnienie... Czemu teraz pomidory nie pachną?

niedziela, sierpnia 26, 2007

Koncertowy weekend

Ray Wilson w Dolinie Charlotty. Kto nie był niech żałuje, a jest czego...


wtorek, sierpnia 14, 2007

środa, sierpnia 01, 2007

Pasja

Pod wpływem pewnej rozmowy wróciło do mnie takie wspomnienie. Siedzę na Starym Rynku w Poznaniu. Świeci słońce, aura dopisuje, więc tym bardziej jest tłoczno i gwarnie. Na kolanach leży książka o niezwykłej fotografce Diane Arbus. Kupiłam tę autobiografię w magicznej poznańskiej księgarni "Book-Areszcie" (Czy istnieje bardziej trafiona nazwa dla księgarni?).
Moje myśli, pomimo tego że książka pochłania mnie i wciąga, szamocą się się między literami na papierze a życiem toczącym się naokoło. Jestem permanentnie rozproszona. Obok czytania moją kolejną pasją jest obserwowanie ludzi, tych relacji - subtelnych pajęczych nici porozsnuwanych pomiędzy nami wszystkimi. Zatem co kilka zdań moją uwagę odwraca jakiś przechodzień, turysta, kloszard czy ptak co obok przycupnął. Miotam się okrutnie, bo chcę ogarnąć to wszystko. Ale totalnie się poddaję, godzę się na to rozdwojenie...
Zaraz powędruję na dworzec i wsiądę w pociąg, gdzie na dobre utonę w lekturze i już nic mnie nie rozproszy. Ale będę tęskniła za ławką na Starym Rynku w Poznaniu. I za schodkiem na Wałach Chrobrego w Szczecinie. I za przytulnym kawiarnianym ogródkiem w Sopocie...
Książki, oprócz przesłania, kojarzą mi się z miejscami, gdzie je napoczęłam.


wtorek, lipca 24, 2007

Ach, co to był za ślub...

"Bo chodzi o to by od siebie nie upaść za daleko
Nawet jeśli czasem między nami wykipi mleko
Choćbyś nawet i wieczorem zasypiała zdołowana
Chciałbym ci zaśpiewać z rana móc ci zaśpiewać z rana
Kochana...

Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb

Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Para-twoje
para-moje
Onomatopeiczne
Paranormalne
Paranoje
Dwoje"


środa, lipca 18, 2007

A czas płynie...

Dziś jem jagody i mam atramentowo fioletowy język. A jeszcze wczoraj nosiłam kolczyki z czereśni, ale czereśnie już się skończyły. A już niebawem jak co roku rozsmakuję się kurkami – ale tymi z lasu – wysmażonymi na maśle. No właśnie, a na jesień mam kupić kalosze. A potem przyjdzie chłód i znów moje mieszkanie i ja sama będziemy pachnieć goździkami z grzanego wina, bo przecież trzeba się jakoś rozgrzać w chłodne dni.

Oto niezaprzeczalne dowody, że czas płynie. Czas co nas otula, głaszcze i pieści. Czas co nas oswaja, koi i uczy. Czas nas rozgrzesza, czas nas doświadcza, czas uczłowiecza. Czas nas zabliźnia. I zawsze jest prawdziwy, nie przyklaśnie nam nawet jeśli w ogromnej determinacji codziennie toczymy o coś walkę. Czas sprawiedliwie rozsądzi nasz wybór, oceni czy postąpiliśmy dobrze i tak samo bezwzględnie wyrzuci nam jeśli wybraliśmy złą drogą. Nie mniej nawet z tym złym wyborem nas oswoi. “Czas nas uczy pogody”.


Jest w moim mieście zapomniany przez ludzi cmentarz, zawładnięty przez las, zachwaszczony i porośnięty jakby pod przykryciem zielonego pledu. Bardzo lubię to zdjęcie – kamień – kawałek rozbitego pomnika. Byłam tam dawno temu, ale bywa, że wracam myślami do tego miejsca i ludzi, którzy tam spoczywają. Chyba znów się tam wybiorę. Więc może ten cmentarz nie jest do końca taki zapomniany?


wtorek, lipca 03, 2007

Rowy...

Zdjęcie fragmentu “ogródka piwnego” usytuowanego bezpośrednio na plaży ustrzelone z poziomu tarasu a raczej dachu. Czy ktoś uwierzy, że był to upalny wakacyjny dzień, a tutaj nagle ocalał jeden samotny stół i kawałek podłogi jeszcze nie zaśmieconej jakimiś plastykowymi odpadkami? Rowy dają jeszcze jakąś szczątkową intymność choć jest o to coraz trudniej. Nie lubię miejsc gdzie wokół krąży jak w bzyczącym roju plaga turystów. Pewnie te plaże z perspektywy kilometra wyglądają jak mrowiska, może tylko mniej ruchliwe. Tymczasem polecam zarzucić na plecy swoje manatki i powędrować kilka kilometrów w dowolnym kierunku, na zachód lub wschód, poszukać i znaleźć swój mały kawałek raju, gdzie jest tylko bezkresne niebo, piasek, morze, wiatr, szum, my i nasze myśli. I jest to jedyny scenariusz kiedy można spędzić na plaży cały dzień i całą noc, a potem zrobić niepowtarzalne zdjęcie o chłodnym brzasku, którego nie da sie powtórzyć o żadnej innej porze dnia.

W każdym bądź razie wszystkim udanego urlopu i wypoczynku życzę.

Dla D.

Mamy naszą samotność w sieci, gdzie panuje zrozumienie na przekór logice, akceptacja losu na przekór życiu, wsparcie na przekór trudnościom, pogodzenie z tym jak jest – na przekór pragnieniom.

Tłumaczysz mi, że niczego nie można być pewnym, bo to oznacza przywiązanie do czegoś co i tak można stracić. I nie można bać się cierpienia, bo to nieodłączny składnik życia. To tak jakby się bać samego życia. Przekonujesz mnie, że nie należy niczego oczekiwać, wtedy mniej rozczarowań, mniej utraty złudzeń… Ja szukam schronienia i próbuję skroić sobie własną zgrabną skorupkę, a Ty mnie prosisz, żebym została sobą – otwarta i ufna.

Oboje mamy poczucie jaki piękny jest świat, jak mało doceniony, jak wtórny człowiek jest na tej planecie i jak przecenia swoją rolę.

Czasem definiujesz to co ja ledwo po omacku wymacuję w ciemnościach i jeszcze nie umiem nazwać. A jeszcze na dodatek między linijkami huczy od ukrytych przesłań.

A traktując życie jak sinusoidę to my dla siebie jesteśmy to pod osią czy nad? ;o)
I jak w „Samotności…” nie będzie happy endu, ale i tak jest fajnie :o)


Ps. Ty byś to pewnie lepiej napisał.

wtorek, czerwca 26, 2007

Deszszszszszszszszcz...

Dziś od rana podlewają trawniki, drzewka, krzaczki, ulice, samochody i mój parasol podlewali całą drogę. Zatem ślimaki tłumnie wyległy na spacer i musiałam skakać i lawirować, ale jakoś przecisnęłam się przez te stada spacerowiczów. Ale dziś z wielką przyjemnością topiłam się w tym deszczu, choć ja z tych co wodę preferują w oceanach i wannie, a nie z nieba.

Tak samo od tygodnia tonę z namiętnością w płycie Kaśki Groniec "Przypadki". Porusza mnie do szpiku kości. Odbieram ją w jakichś wymiarach nigdy do tej pory nieporuszonych. To tak jakbym zaczęła słyszeć ultradźwięki, jakbym czytała nuty między pięcioliniami.

I dźwięczą mi słowa:
"...jestem lalką z drewna
błagam cię o litość
nie podpalaj mnie..."

To może dlatego z taką lubością odniosłam się do dzisiejszego deszczu...

Nie mam zdjęcia deszczu, ale mam zdjęcie, które zrobiłam w trakcie spaceru w lesie, chyba po deszczu. I wtedy właśnie słońce zaczęło obniżać loty...

piątek, czerwca 22, 2007

Jestem życiową estetką

Ach jak ja lubię to życie, przyprawiać je, dekorować...
Lubię zapach wiciokrzewu w powietrzu,
Lubię mądre książki czytane w wannie, lubię prawdziwą rozmowę z Przyjacielem,
Lubię zapach cynamonowej świeczki, smak szczypty wanilii i kardamonu w kawie,
Lubię ciasto o aromacie piernika i lody orzechowe,
Lubię kroplę jedwabiu we włosach, mgiełkę perfum rozpyloną na karku,
Lubię czerwony lakier na paznokciach, olejek cynamonowy na stopach,
Lubię czułe słowo kogoś bliskiego, bezinteresowny uśmiech przechodnia,
Lubię film w małym kinie, po którym człowiek staje się lepszy,
Lubię weekendowe śniadania celebrowane nieśpiesznie,
Lubię zdjęcia, które zatrzymują chwile,
Lubię żarty jadowite, flirty pikantne,
Lubię zmysłowe sukienki i pończochy,
Lubię żabę na palcu, żółwia na sukience i korale co dzwonią na szyji,
Lubie starą biblioteczkę strzegącą mych czytadeł ukochanych,
Lubię kredens babciny, który jest duszą mojej kuchni,
Lubię ludzi napotykanych w życiu przelotnie, co zostawiają we mnie swój ślad na zawsze,
Lubię listy, gdzie kilka słów niesie za sobą nieskończoną głębię i magię życia,
Lubię rzeżuchę na parapecie i w talerzu, smak świeżej bazylii na kanapce i nawet czosnek ze szpinakiem lubię,
Lubię koty łaszące się ufnie, moje i te wszystkie dzikusy i biedronkę co zamieszkała w doniczce,
Lubię muzykę, którą porusza do głębi, zatrzymuje mnie w pędzie życia, gra na najczulszych strunach,
Lubię nauczyć się czegoś nowego, czegoś spróbować, coś posmakować,
Lubię zasypiać kiedy krople deszczu uderzają w parapet,
Lubię szum morza i wyludnioną plażę nocną porą,
Lubię dawać i sprawiać tym przyjemność,
Lubię odkrywać nowe urzekające miejsca, gdzie na zawsze zostaje kawałek mnie,
A potem wracać do siebie lubię.
I lubię to wszystko co jeszcze przede mną.

poniedziałek, czerwca 18, 2007

wtorek, czerwca 05, 2007

Meble się stroją....

Lampka w kolczyki...


szafa w korale...

Lubię folklor...

Kluki, takie urocze miejsce, gdzie można często wracać. Gdzie kiedyś żyło się tak prosto, w zgodzie z cyklami natury i samym sobą. Dobrze jest móc zaczerpnąć coś z tamtego świata i to celebrować.

Helenka...

Zwana po krótce Helką - kotka trikolorka adoptowana ze schroniska 22 maja. Nie wiem jak ma naprawdę na imię ani kiedy się urodziła, bo poprzedni właściciele wyrwali tą stronę z Jej książeczki zdrowia. Łasi się zawodowo, po prostu cudnie. Czekam aż zaprzyjaźnią się z Fetą, bo narazie przeważnie się tłuką, jedynie w przerwach między bójkami ucinają sobie krótką drzemkę. Istny dom wariatów...

piątek, maja 11, 2007

Chciałabym uciec daleko daleko...

...za siódmą górę, za siódmą rzekę. Nie przed sobą, ale do siebie.

Jestem małym filantropem...

...ale czy mi to wychodzi na dobre? No jak myślicie?

wtorek, maja 08, 2007

W moim magicznym domu...

W moim magicznym domu
wszystko się zdarzyć może.
Same zmyślają się historie,
sam się rozgryza orzech.
W moim magicznym domu.
ciepło jest i bezpiecznie.

poniedziałek, maja 07, 2007

Puma szalała w plenerze...

Pogoda w majowy weekend dopisała. Było słonecznie, a koty lubią się wygrzewać w słońcu, hasać po trawce i eksplorować świat w taki piękny dzień. Pumie towarzyszył Dog (in the fog) i Ktoś ściśle (wręcz fizycznie) powiązany z Lożą Szyderców - w kolejności odwrotnej czyli najpierw Ktoś, a potem Dog. Była też Zośka i Jej kolesie co ją przywieźli i zabawiali. Fajowo było.

Olympia Elite z roku 1933...

... z cyklu moich skarbów. Lubię takie starocie z historią i duszą.

sobota, kwietnia 28, 2007

wtorek, kwietnia 24, 2007

Którejś nocy nie chciało mi się spać...

... to robiłam zdjęcia, a za oknem był księżyc i nachalna lampa, która jakby ją kto włączył w dzień, to nie tylko księżyc, ale nawet słońce by przyćmiła.

piątek, kwietnia 20, 2007

A przy tym ostatnio tańczę...

Some people say that i'm to open they say it's not good to let them no everything about me and they say one day they will use every little things against me but i don't mind maybe they're right that's just how it is and i got nothing to hide.

i live my life the way i want i got nothing to hide nothing at all life is not a fairy tale life is about more cause life is real.
i live my life the way i want i got nothing to hide nothing at all life is not a
fairy tale life they should know taht life is real.

A friend of mine gave me an advice he saiybe careful and think twice before you talk about your life protect yourself just keep quiet the more they know the harder they try to spoil your ways to spread lies and even though i know he could be right i just said i..

i live my life the way i want i got nothing to hide nothing at all life is not a fairy tale life is about more cause life is real.
i live my life the way i want i got nothing to hide nothing at all life is not a
fairy tale life they should know taht life is real.

Me i be ayo ogunmakin fear no foe i am real from head to toe just like my heart and my soul.
Me i be ayo ogunmakin fear no foe i am real from head to toe like life is real and you should know.

...bo to trochę o mnie.

środa, kwietnia 11, 2007

Kiedyś będąc bliżej nieba...

Ustroń. Widok na Czantorię jest urzekający, ale hotelowa weranda też mnie zafascynowała...


...i mały kawałek Zakopanego w zamglony poranek...

poniedziałek, kwietnia 02, 2007

JPII, tak było równo dwa lata temu...

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty...

Już bądź, już zostań, już się rozgość, zdejmij płaszcz, zsuń pantofle...


czwartek, marca 29, 2007

Swołowo, kraina w kratkę...




...gdzie przez szczerby w płotach i bramach przezierają stare piękne podwórka, a przez dziury w dachach prześwituje słońce. Miejsce, gdzie zegarek spowalnia, a człowiek z lubością się temu tempu podporządkowuje.

Gdzie zostałam wczoraj porwana. Lubię być tak porywana...

poniedziałek, marca 26, 2007

środa, marca 21, 2007

Rybołów jest chory...

Leczy się w Warcinie w Ośrodku Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych gdzie miałam wielką przyjemność pojechać i go odwiedzić. To bardzo rzadki gatunek, w Polsce występuje szczątkowo - tylko 70-75 par. Dobrze, że są ludzie z pasją, którzy pomagają takim pacjentom.
On wróci do swojego świata...


..a te kalekie jastrzębie już nie...


czwartek, marca 15, 2007

Cała Jestem Czekaniem...

...aż klamka zadrży...


...aż drzwi się uchylą...


...jak smutno, jak miło :o)