sobota, grudnia 27, 2008

Interregnum


Bywa, że spada korona z głowy. Ale wcale nie musi to być dotkliwe. Ja swoją zrzucam z upodobaniem. Pozornie - odnosząc tę metaforę do ludzi - najfajniejsze relacje miewa się z tymi najbardziej prostymi istnieniami. A ci co czują się powołani do celów wyższych - to zdecydowanie częściej zadufane w sobie melepety.
A korona - nowy ulubiony gadżet to prezent z okazji mojego ostatniego święta. Trafiony! ;o)

sobota, grudnia 13, 2008

Suszenie grzybów


Robimy złe rzeczy kotom... A tak serio to zdjęcie z cyklu jak suszą się po leczniczej kąpieli nasze grzybki czyli kocięta z grzybicą.
To takie małe nawiązanie do okresu przedświątecznego, który z roku na rok brzydnie mi coraz bardziej. Ludzie to wszystko potrafią skomercjalizować, sparterować, spłaszczyć, zadeptać etc.

No więc coraz częściej chodzi mi po głowie gdzie by tu uciec...?
Jakieś pomysły?

poniedziałek, grudnia 08, 2008

Źle

Bardzo niefajnie jest zaczynać tydzień tak jak ja dziś...
Walczyłyśmy tydzień. Zastrzykami, karmieniami strzykawką, kroplówkami. Czułością, głaskaniem, prośbami po dobroci.
Żeby walczyła.
Ciężki tydzień poprzetykany cieniutkimi niteczkami nadziei, że nie zwymiotowała, że mruczy, że jest żywsza.
Jednak się poddała.
Dziś zastajemy Ją w agonii i cierpieniu. To ten moment, kiedy my też musimy się poddać. Więc zostaję z Nią jeszcze jakiś czas. Głaszczę, ona próbuje mruczeć po cichutku, bardzo cicho. Potem wiozę na uśpienie, żeby już Jej oszczędzić tej męki.

Porażki nie powodują, ze nie walczy się nadal...
Prawda?


poniedziałek, grudnia 01, 2008

Ja tu nie pasuję


Zawyżam czytelnictwo, zaniżam oglądalność...


sobota, listopada 22, 2008

Zdradziłam brzask

No cóż, nie będę ukrywać, że z natury unikam niskich temperatur. Jakoś tak ktoś zapomniał mnie przystosować do szerokości geograficznej, w której się urodziłam. Więc tej soboty mój plan witania brzasków na sopockim molo legł w gruzach. Owszem, jak zawsze, przedreptałam te deski, ale w porze późno wieczorowej. A ponieważ jakoś tak zima postanowiła się też wprosić, ignorując że ja w sukience i pantoflach, to przemarznięta na kość pognałam do jednego z moich miejsc na ziemi - Atelier...
Krótko mówiąc zdradziłam swoje własne postanowienie...
No ale z czym zdradziłam?
Z rozgrzewającą zawartością barku w Atelier.
Z filmem obejrzanym w ramach sopockiego festiwalu.
Z kubkiem grzanego wina wypitym w trakcie seansu.
Jestem rozgrzeszona...

sobota, listopada 15, 2008

Krzywe kadry

Wciąż się głowię czy to dechy są tak dziwnie położone, czy to horyzont sobie leci (na bok). Bo lampy niby wychodzą względnie w normie...
Jestem tak leniwa, że nie chce mi się nawet prostować tych kadrów. I tak pijana, że zawsze je krzywię...
Zresztą ja lubię odchylenia...

poniedziałek, listopada 10, 2008

Wyszłam...

Z sukienki,
z butów,
ze skóry,
z siebie.
Z nocy,
ze snu,
z zamyślenia.
Z lustra,

z wody,

z pościeli...

I znów z butów.

Ten świat za często wywala mnie z impetem z butów...


piątek, listopada 07, 2008

Jes, plis...

Hurry
But do not Hurry me
Push
but do not Push me
Hold
but do not Crush me
Love
but do not Change me
Let us stay the way we are

Devour
But do not Consume me
Thrill
But do not Frighten me
Excite
But do not Scare me
Teach
But do not Change me
Let us learn from the way we are

Kiss
But do not Smother me
Fuck
But do not Break me
Adore
But do not Suffocate
Love
Let me Love you
Just the way you are...

Tracey Emin "For now"

Uwielbiam ten wiersz...

Kolor czy non-kolor?


Zdecydowanie preferuję fotografię czarno-białą. I jak to w życiu, opiera się ona przede wszystkim na milionach odcieni szarości. Mało co jest tylko czarne albo tylko białe, a może nawet nic. Cieniujemy się, stopniujemy tonację (tytłamy się w brudzie, a potem próbujemy wybielać)...
Jak co roku przyszła jesień i jak co roku szczędzi nam kolorów. Łaknę słońca, łaknę tego upajającego kontrastu pomiędzy błękitem nieba a płonącymi koronami drzew. Uwielbiam się zaczytywać w plenerze, zwłaszcza teraz kiedy wiatr podrzuca pod stopy zakładki do książek...
I wraz z tą słotą, z wczesnymi i wydłużonymi wieczorami, moje emocje się przepoczwarzają. Puchną, nabrzmiewają, wykluwają się z kokonów gdzie im za ciasno. Jesień napawa mnie melancholijnie, nostalgicznie. Wzruszam się, delikatnieję, uwrażliwiam, rozczulam...
Wczoraj, opatulona w noc, z lampką grzanego wina, z łagodnymi nutami w eterze, natknęłam się
w moim aktualnym czytadle
na taką myśl: Jeśli, coś nas nic nie kosztuje, nawet nie warto tego wypowiadać... Dlatego tak cenię te mocne rozmowy gdzie każde słowo niesie ogromny ładunek emocji, gdzie każdy wypowiedziany wyraz jest wręcz przesycony swoim sensem, gdzie między linijkami tłoczą się i przepychają myśli...
Nie lubię letniości.
Nie znoszę miałkości.


I od kilku dni czytam na głos...


czwartek, października 30, 2008

Moje nadstany...

Bezgranicznej szczęśliwości,
Czułej nadwrażliwości,
Emocjonalnej nadświadomości...

Popadam w nie namiętnie,
dzięki miejscom,
zdarzeniom,
osobom,
myślom...
Namakam nimi z lubością...
Uwielbiam...

niedziela, października 19, 2008

Czeski film


Też w życiu, ale tymczasowo wybrałam na ekranie.
Moje kino nigdy mnie nie zawodzi: ani repertuarem, ani atmosferą, ani konwencją miękkich kanap, ani współwidzami, z którymi można pogryzać gorzką czekoladę i sączyć czerwone wino.
Multipleksów nienawiżu...

czwartek, października 09, 2008

Nie ma to jak sobie pieprznąć w życiu niezłe fajerwerki ;oP


Ps. Wszystkiego najlepszego Jubilatki, dzisiejsze, jutrzejsze, popojutrzejsze...

środa, października 01, 2008

Człowieku, usiądź na chwilę!

Irytuje mnie galopujące tempo życia. Zwłaszcza jeśli nie chodzi o Jego smakowanie tylko pogoń za nie wiadomo czym. Ostatnio przeczytałam coś takiego: nawet jak wygrasz w wyścigu szczurów, to wciąż jesteś tylko szczurem.

sobota, września 20, 2008

W bajki już nie wierzę

Księżniczki zostały już dawno eksmitowane z wież.
Rycerze już dawno wyginęli na wojnach.
A postęp nie zawsze służy ludzkości.

niedziela, września 07, 2008

Zbieram kocie wąsy.

Zawieszam na uszach kolczyki z pawich piór.
Przywożę muszelki z podróży.
Noszę kasztany w torebce.
Taka łączność ze wszechświatem i magia maleńkich rzeczy.

niedziela, sierpnia 24, 2008

Gdzie on mieszka?

To chyba resztki lata, a on nie ma domku. Będzie marzł :o/
Wypatrzony na wycieczce rowerowej. Bardzo okazały egzemplarz.

niedziela, sierpnia 17, 2008

Głowa do góry!



Czasem lubię patrzeć w różnych perspektywach: przed siebie, obok siebie, nas sobą, w głąb siebie... Ale trzeba tam jeszcze coś dostrzec.

wtorek, sierpnia 12, 2008

Lucek

Mały koci mężczyzna. Nowy podopieczny. Szuka człowieka trwałego w uczuciach ;o)

poniedziałek, sierpnia 11, 2008

Sopot


Nasz rytualny coroczny Sopot znów do nas powrócił sierpniowym słonecznym weekendem. Ach, jakiż on ma dla nas wymiar... Jest po prostu pochwałą kobiecości... Takiej ze wspólnym mianownikiem, o który dziś coraz trudniej.
I ta obłędna Osiecka co czytała i pisała z myśli każdego człowieka...

Zawsze żal wyjeżdżać, ale wariatki nigdy nie przestają tańczyć...

niedziela, sierpnia 10, 2008

Biegnę i biegnę...

Otóż wcześniej nie było co zapeszać, ale dziś już wiem, że się nie zatrzymam. Już to czuję gdzieś głęboko w sobie.
Nigdy bym nie podejrzewała, że to ma taki wymiar. Że tak uwalnia myśli. Że tak oczyszcza umysł. Że tak rozwiązuje problemy i tak je degraduje wobec rzeczy prawdziwych i ważnych.
Nigdy bym nie przypuszczała jak można doświadczać siebie. Jak można docenić siebie. Jak można poznać siebie. Jak można zrozumieć siebie. Jak można pokochać siebie. Jak można odkryć swoje granice, a potem je po trzykroć przekroczyć.
Nigdy bym nie pomyślała jak można zjednoczyć się ze żwirem co ucieka spod stóp, z szumiącymi drzewami co kołyszą do myśli, z wiatrem co chłodzi rumieńce, ze słońcem co ożywia piegi na ramionach...
I z bezdomnym kocurkiem, co wiernie tęskni i czeka. Czeka jak odchodzę, czeka jak wracam...

Dedykuję M.

czwartek, lipca 03, 2008

Wspomnienie dnia czerwcowego



Wraca do mnie wspomnienie pewnego czerwcowego dnia. Patrzyłam na bezkresny błękit nieba, na wyzłocone słońcem trawy, które kołysały się na wietrze, na roziskrzony piasek przylepiony do mojej skóry... Ale zatraciłam się w czymś innym, jednak nie utonęłam...

czwartek, czerwca 12, 2008

poniedziałek, maja 12, 2008

Sierściuch - leśny oprowadzacz :o)


Podobno towarzyszy wszystkim spacerowiczom, którzy odwiedzają ten las. Najszczęśliwszy pies świata - ciągle na spacerze :o).

niedziela, maja 11, 2008

Zielono mi...



Majówkowania ciąg dalszy. Soczysta świeża zieleń lasów Smolarnii.
I kawałek nieba też.

czwartek, maja 08, 2008

Majówkowanie

W tym lesie na czas spaceru nawet się dostaje psa na wyposażenie ;o) Zachowuje się jak chowany od szczeniaka. Zdjęcie sierściucha wkrótce...

niedziela, kwietnia 20, 2008

Hau



Tą sunię spotkałam na spacerze. Byłyśmy jakoś wzajemnie sobą zainteresowane, co zaowocowało tymi zdjęciami :o)

Im dłużej żyję - tym w większym poczuciu jak wiele jesteśmy dłużni zwierzakom. Żyjemy wspólnie na planecie, którą (my - ludzie) dewastujemy, niszczymy. A to przecież przede wszystkim ich dom. Dlatego troszczmy się, dbajmy, dokarmiajmy, kochajmy, walczmy o ich prawa. Jesteśmy im wiele winni. Ale ilu z nas ma taką świadomość?

sobota, kwietnia 05, 2008

czwartek, marca 27, 2008

Wolny Tybet!

Pierwszy raz załączam zdjęcie cudzego autorstwa…
Smutek tybetańskich dzieci.

piątek, marca 21, 2008

Czasem słońce...

...czasem deszcz

A ja wędruję przez ten świat i strasznie mi z tym fajnie.
Nawet jak pada deszcz...

poniedziałek, lutego 18, 2008

I jeszcze raz Brasil

Jedna z głównych ulic w mieście Forteleza. W głowie miałam właśnie wyobrażenie takich zabudowań. W parterze budynku znajdują sie sklepy z hamakami, gdzie targując się z handlarzami można, albo nawet trzeba kupić egzemplarz za 45 R$ - reali brazylijskich. W Brazylii, w tym położeniu geograficznym najlepiej sypia się w hamaku zawieszonym tylko pod zadaszeniem, na wypadek deszczu.

A to knajpa w górach. Polecam takie rejony gdzie miejscowi - jeszcze wyzbyci komercji i zarobkowego nastawienia do turystów - są ciepli, otwarci i gościnni. Gdzie jada się smaczniej i regionalnie. Gdzie jest się bliżej tych ludzi.

wtorek, lutego 12, 2008

Brazylii ciąg dalszy...

W Cumbuco przy plaży lokalny wytwórca pamiątek tworzy misterny malowany barwionym piaskiem obrazek. Może wyczarować w tym kieliszku wszystko - wedle życzenia klienta. Potem utwardza to klejem. Mozolna precyzyjna robota, ale efekt niestety kiczowaty jak pamiątka znad Bałtyku.

A to powszechna w Brazylii faktura, służy za dach, służy za ściany. Ładne to i chyba się sprawdza.

wtorek, stycznia 22, 2008

Ciasteczka w herbaciarni...

Czyż nie wygląda trochę jakby spieprzył stąd Stańczyk? ;oP


czwartek, stycznia 17, 2008

Gdzieś tam jest lato...

...i noszę w sobie wspomnienie brazylijskiego lata...