wtorek, lipca 24, 2007

Ach, co to był za ślub...

"Bo chodzi o to by od siebie nie upaść za daleko
Nawet jeśli czasem między nami wykipi mleko
Choćbyś nawet i wieczorem zasypiała zdołowana
Chciałbym ci zaśpiewać z rana móc ci zaśpiewać z rana
Kochana...

Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb

Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Para-twoje
para-moje
Onomatopeiczne
Paranormalne
Paranoje
Dwoje"


środa, lipca 18, 2007

A czas płynie...

Dziś jem jagody i mam atramentowo fioletowy język. A jeszcze wczoraj nosiłam kolczyki z czereśni, ale czereśnie już się skończyły. A już niebawem jak co roku rozsmakuję się kurkami – ale tymi z lasu – wysmażonymi na maśle. No właśnie, a na jesień mam kupić kalosze. A potem przyjdzie chłód i znów moje mieszkanie i ja sama będziemy pachnieć goździkami z grzanego wina, bo przecież trzeba się jakoś rozgrzać w chłodne dni.

Oto niezaprzeczalne dowody, że czas płynie. Czas co nas otula, głaszcze i pieści. Czas co nas oswaja, koi i uczy. Czas nas rozgrzesza, czas nas doświadcza, czas uczłowiecza. Czas nas zabliźnia. I zawsze jest prawdziwy, nie przyklaśnie nam nawet jeśli w ogromnej determinacji codziennie toczymy o coś walkę. Czas sprawiedliwie rozsądzi nasz wybór, oceni czy postąpiliśmy dobrze i tak samo bezwzględnie wyrzuci nam jeśli wybraliśmy złą drogą. Nie mniej nawet z tym złym wyborem nas oswoi. “Czas nas uczy pogody”.


Jest w moim mieście zapomniany przez ludzi cmentarz, zawładnięty przez las, zachwaszczony i porośnięty jakby pod przykryciem zielonego pledu. Bardzo lubię to zdjęcie – kamień – kawałek rozbitego pomnika. Byłam tam dawno temu, ale bywa, że wracam myślami do tego miejsca i ludzi, którzy tam spoczywają. Chyba znów się tam wybiorę. Więc może ten cmentarz nie jest do końca taki zapomniany?


wtorek, lipca 03, 2007

Rowy...

Zdjęcie fragmentu “ogródka piwnego” usytuowanego bezpośrednio na plaży ustrzelone z poziomu tarasu a raczej dachu. Czy ktoś uwierzy, że był to upalny wakacyjny dzień, a tutaj nagle ocalał jeden samotny stół i kawałek podłogi jeszcze nie zaśmieconej jakimiś plastykowymi odpadkami? Rowy dają jeszcze jakąś szczątkową intymność choć jest o to coraz trudniej. Nie lubię miejsc gdzie wokół krąży jak w bzyczącym roju plaga turystów. Pewnie te plaże z perspektywy kilometra wyglądają jak mrowiska, może tylko mniej ruchliwe. Tymczasem polecam zarzucić na plecy swoje manatki i powędrować kilka kilometrów w dowolnym kierunku, na zachód lub wschód, poszukać i znaleźć swój mały kawałek raju, gdzie jest tylko bezkresne niebo, piasek, morze, wiatr, szum, my i nasze myśli. I jest to jedyny scenariusz kiedy można spędzić na plaży cały dzień i całą noc, a potem zrobić niepowtarzalne zdjęcie o chłodnym brzasku, którego nie da sie powtórzyć o żadnej innej porze dnia.

W każdym bądź razie wszystkim udanego urlopu i wypoczynku życzę.

Dla D.

Mamy naszą samotność w sieci, gdzie panuje zrozumienie na przekór logice, akceptacja losu na przekór życiu, wsparcie na przekór trudnościom, pogodzenie z tym jak jest – na przekór pragnieniom.

Tłumaczysz mi, że niczego nie można być pewnym, bo to oznacza przywiązanie do czegoś co i tak można stracić. I nie można bać się cierpienia, bo to nieodłączny składnik życia. To tak jakby się bać samego życia. Przekonujesz mnie, że nie należy niczego oczekiwać, wtedy mniej rozczarowań, mniej utraty złudzeń… Ja szukam schronienia i próbuję skroić sobie własną zgrabną skorupkę, a Ty mnie prosisz, żebym została sobą – otwarta i ufna.

Oboje mamy poczucie jaki piękny jest świat, jak mało doceniony, jak wtórny człowiek jest na tej planecie i jak przecenia swoją rolę.

Czasem definiujesz to co ja ledwo po omacku wymacuję w ciemnościach i jeszcze nie umiem nazwać. A jeszcze na dodatek między linijkami huczy od ukrytych przesłań.

A traktując życie jak sinusoidę to my dla siebie jesteśmy to pod osią czy nad? ;o)
I jak w „Samotności…” nie będzie happy endu, ale i tak jest fajnie :o)


Ps. Ty byś to pewnie lepiej napisał.