Dziś od rana podlewają trawniki, drzewka, krzaczki, ulice, samochody i mój parasol podlewali całą drogę. Zatem ślimaki tłumnie wyległy na spacer i musiałam skakać i lawirować, ale jakoś przecisnęłam się przez te stada spacerowiczów. Ale dziś z wielką przyjemnością topiłam się w tym deszczu, choć ja z tych co wodę preferują w oceanach i wannie, a nie z nieba.
Tak samo od tygodnia tonę z namiętnością w płycie Kaśki Groniec "Przypadki". Porusza mnie do szpiku kości. Odbieram ją w jakichś wymiarach nigdy do tej pory nieporuszonych. To tak jakbym zaczęła słyszeć ultradźwięki, jakbym czytała nuty między pięcioliniami.
I dźwięczą mi słowa:
"...jestem lalką z drewna
błagam cię o litość
nie podpalaj mnie..."
To może dlatego z taką lubością odniosłam się do dzisiejszego deszczu...

Nie mam zdjęcia deszczu, ale mam zdjęcie, które zrobiłam w trakcie spaceru w lesie, chyba po deszczu. I wtedy właśnie słońce zaczęło obniżać loty...