Otóż wcześniej nie było co zapeszać, ale dziś już wiem, że się nie zatrzymam. Już to czuję gdzieś głęboko w sobie.
Nigdy bym nie podejrzewała, że to ma taki wymiar. Że tak uwalnia myśli. Że tak oczyszcza umysł. Że tak rozwiązuje problemy i tak je degraduje wobec rzeczy prawdziwych i ważnych.
Nigdy bym nie przypuszczała jak można doświadczać siebie. Jak można docenić siebie. Jak można poznać siebie. Jak można zrozumieć siebie. Jak można pokochać siebie. Jak można odkryć swoje granice, a potem je po trzykroć przekroczyć.
Nigdy bym nie pomyślała jak można zjednoczyć się ze żwirem co ucieka spod stóp, z szumiącymi drzewami co kołyszą do myśli, z wiatrem co chłodzi rumieńce, ze słońcem co ożywia piegi na ramionach...
I z bezdomnym kocurkiem, co wiernie tęskni i czeka. Czeka jak odchodzę, czeka jak wracam...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz