Bardzo niefajnie jest zaczynać tydzień tak jak ja dziś...
Walczyłyśmy tydzień. Zastrzykami, karmieniami strzykawką, kroplówkami. Czułością, głaskaniem, prośbami po dobroci.
Żeby walczyła.
Ciężki tydzień poprzetykany cieniutkimi niteczkami nadziei, że nie zwymiotowała, że mruczy, że jest żywsza.
Jednak się poddała.
Dziś zastajemy Ją w agonii i cierpieniu. To ten moment, kiedy my też musimy się poddać. Więc zostaję z Nią jeszcze jakiś czas. Głaszczę, ona próbuje mruczeć po cichutku, bardzo cicho. Potem wiozę na uśpienie, żeby już Jej oszczędzić tej męki.
Porażki nie powodują, ze nie walczy się nadal...
Prawda?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
prawda
A.
Dzięki :o)
... porazki bolesnie ale skutecznie wzmacniaja...
to co jest pewne, to to, ze bedziemy mieli ich jeszcze cale mnostwo.
/MM
Prześlij komentarz