niedziela, marca 29, 2009

Czasem uciekam

Niedziela.
Zaczęła się już po północy nocnymi SMSami od zatroskanego przyjaciela.
Na śniadanie jajecznica z jaj od szczęśliwych kur (innych nie kupuję choćby miały być 10 razy tańsze). Potem aromatyczna kawa, a do niej ulubione lody o smaku cafe latte.
W tle Diana Krall, że jest wonderful - ma rację.

Kąpiel w środku dnia, no i rzecz jasna zaczytanie. Znów zamoczyłam książkę w wannie, rozmyłam kilka słów w liście, którego jeszcze nie wiem gdzie wysłać...
Smakuję wino z nutą poziomkową, a po nim lepiej udają się spontaniczne powtórki salsowych figur.

Sjesta sypialniana z notebookiem i filmem "Czekolada", do którego chętnie wracam. I z malowaniem paznokci stóp na jagodowy kolor. Lekka kolacja. Okruchy, okruchy... No i oczywiście wylałam wino w łóżku! Jak dobrze, że białe... Zdrzemnąć się? Nie, utonę sobie w ukochanym "Zwierciadle" i znów czegoś się nauczę, coś zrozumiem. I przeczytam też zacytowane przez pisarkę Elizabeth Gilbert słowa Leonarda Cohena:
"W każdej rzeczy jest jakieś pęknięcie. To właśnie tędy przedostaje się światło".

Zatem uwielbiam tak uciekać przed całym światem. Nie odbierać, nie odpisywać, schować się, zapomnieć. I przepraszam wszystkich tych, którzy tego ode mnie kiedyś doświadczali i tych, którzy wciąż doświadczają. To bywa silniejsze.

Jeszcze nie wracam...

A moje myśli postanowiły dziś uciekać niezależnie ode mnie. A może jak najbardziej w zgodzie ze mną. Do znanego-nieznanego.


P.S. Kochana S., dziękuję Ci, że jesteś, za to, że mi się w życiu przydarzasz i za to co do mnie piszesz, nawet jak Ci szczędzę odzewu...

Brak komentarzy: