Jak to szybko zleciało. Pół roku, aż tu nagle brzdęk kieliszków od szampana i świętujemy odbiór dyplomów. Przyzwyczaiłam się bywać w Sopocie regularnie, więc zawczasu znalazłam kolejne studia podyplomowe. Dziś na dworcu poczułam smutek pożegnania. A z drugiej strony przecież wiem, że to tylko na jakiś czas. Wiem, że tu wrócę i to jest pewne. Na Osiecką, na molo, no nocne kluczenie uliczkami, na fotografowanie chwil, na przywoływanie dobrych wspomnień, na prowokowanie nowych jeszcze piękniejszych...
Zauważam u siebie, co jest podobno rzadkością, że z wiekiem przybywa mi wartościowych ludzi. Sopot dał mi ostatnio K. Zauroczyła mnie. Niby czas bezlitośnie rozprawia się z "przyjaźniami", weryfikuje je negatywnie i w miarę jego upływu są one regularnie odcedzane aż zostają te prawdziwe. Tak, tego też doświadczam, ale zarazem pojawiają się w moim życiu nowi pretendenci, i to całkiem często. Myślę, że jestem szczęściarą, bo teraz nastała taka epoka, że coraz mniej czekolady w czekoladzie, mięsa w mięsie, człowieka w człowieku. Zatem tak silnie potrzebuję poczucia, że jeszcze będzie pięknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz