niedziela, kwietnia 26, 2009

Czytadła

Gdy zbliżam się ku końcowi książki to dopada mnie moment smutku za nią. Najpierw szaleńczo pędzę przez Jej kartki, a potem nagle uświadamiam sobie, że do końca zostało zaledwie kilka, kilkanaście stron. I… już mi jej brak. Zarazem szukam w myślach i w biblioteczce jej następczyni.

Za bliską mi osobą wybieram książki w twardych okładkach. Dzielniej znoszą to jak je traktuję. Że wysypiam się na nich naprzemiennie z moimi kotami, że wsuwam je pod poduszkę. Że leżakują na oparciu wanny. Że uraczam je lekkim tuszem spłukując siebie. Że współmieszkają w mojej torebce z tysiącem innych bibelotów. Że służą za podstawkę dla filiżanki kawy. I bywa, że ta ostatnia zostawia po sobie okrągłą pieczątkę.

Nauczyłam się zabierać je ze sobą wszędzie. W ten sposób nigdy nie marnuję czasu. Nie straszna mi żadna kolejka ani najdłuższa podróż pociągiem ani czekanie na spóźnionego przyjaciela. I cudowne poczucie, że mogę w każdej chwili schować się w magicznym świecie książki...

Wciąż mam ich za mało. Ale kupowanie ich sprawia mi niebywałą przyjemność. Więc ostatnio ponownie się uszczęśliwiłam…


Złodziejka książek Markus Zusak

Ludzie z Wysp Gilbert Elizabeth

Mistrz i Małgorzata Michaił Bułchakow

Miasto Ślepców Jose Saramago

Kiedy byłem dziełem sztuki Eric-Emmanuel Schmitt

Tysiąc Wspaniałych Słońc Khaled Hosseini


Mniam...


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

potwierdza sie ponownie dlaczego jak bieguny choc daleko ciagniemy zawsze do siebie =)
wlasnie zabralam sie za 1000 slonc /mm

Kizhook on Tour pisze...

- To wódka? - słabym głosem zapytała Małgorzata.
- Na litość boską, królowo - zachrypiał Behemot - czyż ośmieliłbym się
nalać damie wódki? To czysty spirytus...

nie wiem co zrobiłbym bez tej książki...